
Jedno z najpowszechniejszych źródeł cierpienia to samotność. Od czasu do czasu jest ona udziałem
każdego z nas, ale niektórzy doświadczają jej przez całe życie.
Samotność to bolesna świadomość, że brak nam znaczących kontaktów z innymi ludźmi. Pociąga ona za sobą
wrażenie wewnętrznej pustki połączonej ze smutkiem, zniechęceniem, poczuciem oddzielenia, niepokojem,
któremu towarzyszy silne pragnienie, by być chcianym, komuś potrzebnym. Ludzie samotni czują się często
porzuceni, niechciani, odrzuceni, nawet gdy są w wśród ludzi. Ogarnia ich poczucie braku nadziei i silne
pragnienie jakiejkolwiek relacji, która uśmierzyłaby straszny ból osamotnienia nie z własnego wyboru.
Nic dziwnego, że ludzie osamotnieni mają niskie poczucie własnej wartości i często żywią przekonanie:
"chyba nie jestem nic wart, bo nikt nie chce ze mną być".
więcej ...( Gary Collins www.pastor.pl)

Dla wielu młodych ludzi samotność (brak chłopaka/dziewczyny) jest przerażająca. Nie chodzi nawet o obecność
drugiego człowieka czy zaspokojenie emocjonalne, ale przede wszystkim o presję środowiska. Samotnej
dziewczynie nie wypada pokazać się na dyskotece czy imprezie, gdyż naraża się na pytania w stylu: "Ty ciągle
sama?". Ten koszmar zaczyna przeradzać się w obsesję i strach przed samotnym spędzeniem życia i bycie
traktowaną, jako kobieta drugiej kategorii. Stąd też młoda dziewczyna rzuca się w ramiona pierwszego
napotkanego chłopaka, który okaże odrobinę ciepła i gotowa jest na wszelkie poświęcenia, byle utrzymać go
przy sobie Współczesne młode pokolenie nie umie przeżywać tego rodzaju doświadczenia i nie dostrzega w nim
Bożego powołania ani tym bardziej innego sposobu realizacji siebie.
więcej ...(Jerzy Szyran OFMConv www.mateusz.pl)
Samotność staje się dzisiaj coraz bardziej i potrzebą, i zagrożeniem...
Przez samotność rozumie się bowiem najczęściej "samotność złą", czyli pozostawanie w bolesnym stanie
pozostawienia samemu sobie. Na określenie tego stanu używa się czasem terminu: "osamotnienie", chociaż zdaje
ię, że osamotnienie jest tylko odmianą "złej samotności". Jeśli bowiem określić osamotnienie jako cierpienie
z powodu braku osób bliskich, to "samotność zła", czyli - jak napisałem - pozostawanie w bolesnym stanie
pozostawienia samemu sobie, jest czymś więcej.
W głębi swojego jestestwa człowiek przeżywa jednak jeszcze inną samotność. Choć P. Tillich nazywa ją
odosobnieniem (solitude) , wolałbym mówić o samotności istotowej, która jest fundamentem wszelkiej "dobrej",
twórczej samotności. Najprościej rzecz ujmując, samotność istotowa wyraża się w naszym typowo ludzkim
przeżywaniu, uświadamianiu sobie i kształtowaniu relacji: "ja sam - inny" (Bóg, świat, anioł, szatan,
człowiek, społeczeństwo, zwierzęta, rośliny, rzeczy). W ten sposób ujawniamy się samym sobie w odrębności
własnej istoty. To "ja sam" w wewnętrznej samotności swojego istnienia staję się sobą; przeżywam szczęście,
miłość, chorobę, umieranie - stany, których nikt za mnie nie przeżyje, choć może mi w nich towarzyszyć czy
nawet je wywoływać; jestem odpowiedzialny za coś, za co nikt inny nie jest odpowiedzialny; podejmuję decyzje,
których nikt za mnie nie podejmie; czynię rozrachunek z własnym sumieniem, którego to rozrachunku nikt za mnie
nie uczyni; "jestem u siebie" lub "wracam do siebie". Jestem samotny w swoim byciu, tworzeniu, odpowiedzialności,
winie, cierpieniu, umieraniu...
więcej ...(ks. Henryk Seweryniak www.mateusz.pl)